MOTOCYKLOWE WYCIECZKI I SPOTKANIA
Litwo. Ojczyzno moja... 1-3. maj 2010
Dodano: 2010-05-09 20:51:56

"Litwo! Ojczyzno moja..." Dostaliśmy zaproszenie na otwarcie litewskiego sezonu motocyklowego w Wilnie i pojechaliśmy w piątek rano. 6 motocykli -6 jeźdźców i troje "z boku pripioku" (to powiedzonko wileńskie oznacza przydupasa). Na granicy wymieniliśmy złotówki na lity. Kilka kilometrów przed Aukstadvarysem (Wysoki Dwór) czekał na nas Robert, który eskortował nas na miejsce. Niebawem znaleźliśmy się w naszej bazie, uroczym zakątku nad jeziorem, gdzie przyjęła nas Ania, żona Roberta. To ona zajmowała się organizacją naszego spania i jedzenia. Bez jej starań obgryzalibyśmy korę z drzew i spalibyśmy przykrywszy się naszymi motorkami. Na miejscu byli także Staszek i Beata oraz Andrzej i Roman z rodzinami, a także Mirek, Jureka, Loleki inni przyjaciele z Litwy.
W sobotę pojechaliśmy na zlot, czyli ogólno litewskie rozpoczęcie sezonu motocyklowego. Deszcz wisiał w powietrzu, trzymał się niewyobrażalnej ilości spalin wydobywającej się z setek rur wydechowych. Skutery wyczyniały przedziwne ewolucje, motocykle jeździły najwolniej jak się dało (konkursy), szalały na jednym kole (Lolek, który robił to także na mokrej drodze, w deszczu, przy 150 na budziku),paliły gumę (sprzedaż opon ma się dobrze), słowem robiły wszystko to, co się robi na takich imprezach. Maszyny przeróżne, ludzie także. Nasze błękitne kamizelki wzbudzały duże zainteresowanie. Parada, wbrew obawom, odbyła się całkiem zgrabnie, wszyscy zostali pokropieni (no cóż, deszczem) –zdjęcia tutaj . Wieczór cudowny. Niektórzy spędzili go głównie w bani, gdzie rozgrzewali do czerwoności swoje wątłe ciała, apotem chłodzili je w beczce z zimną wodą (odważniejsi w jeziorze).
Niedzielny poranek powitał nas deszczem i tak już było do południa. Zwiedzać Wilno, stolicę Litwy pojechaliśmy samochodami. "Panno Święta co... w Ostrej świecisz Bramie"- od tego miejsca zaczęliśmy. Trafiliśmy na Dzień Polonii i Święto Matki obchodzone tutaj 2 maja. Na mszy żołnierze w mundurach ułanów, polscy harcerze, sztandary, wielu Polaków z Litwy i my. Czuło się ducha polskości, a śpiewana Rota trochę inny miała wydźwięk.
Potem spacer ulicami Wilna, cmentarz na Rossie - miejsce spoczynku serca Józefa Piłsudskiego. Wszędzie słychać polską mowę. Przed zachodem słońca zwiedzaliśmy zamek w Trokach, dawną siedzibę księcia Litwy.
Ostatni wieczór, snujemy plany na przyszłość(zapraszamy Wilniuków do Gdańska). Rano pożegnanie i jazda do Polski. Trochę było żal. Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów od granicy zapominaliśmy się i podczas ubierania pe deszczówek padały słowa w języku litewskim: "nie napinaj tak dupas, bogacias pękas w krokas". I pękły, Piotrowi, który pracowicie zszywał je poprzedniego wieczoru.
No cóż, zmokło nam co nieco. Jechaliśmy w deszczu ponad 200 km, ale warto było. 
Asia i Leszek

 
Powrót